Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sklepy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sklepy. Pokaż wszystkie posty

7 lipca 2014

Cloudmine | UNO

Dobrze w końcu wrócić do blogowania - z dwoma dyplomami na koncie pisze się lżej i łatwiej nadążyć za tym, co dzieje się wokół. Lista kolekcji, którymi chciałabym się podzielić niebezpiecznie się wydłużyła, ale nie da się ukryć, że ostatnio absolutnym numerem jeden stał się dla mnie... powrót Cloudmine.
W towarzystwie już od jakiegoś czasu szeptano, że najbliższe zakupy w Cloudmine mogą być już tymi ostatnimi. Ze smutkiem, bo w końcu sklep z chmurką pojawił się wtedy, kiedy polska moda autorska dopiero raczkowała i nikt jeszcze nie przypuszczał, jak popularne staną się ubrania z metką made in Poland. Na szczęście teraz Cloudmine wraca nie tylko z nową stroną (i blogiem), ale przede wszystkim nową kolekcją. UNO to pierwsza linia stworzona specjalnie z myślą o chmurkowym sklepie. Jedwab, len, bawełna, skóra... Diana Jankiewicz, Justyna Chrabelska, Natalia Siebuła, Ania Kuczyńska, Anna Ławska - taka lista jest wyjątkowo kusząca, a to oczywiście tylko jej fragment. UNO to dowód na to, że Cloudmine nie jest tylko przypadkowym zbiorem ubrań w sieci, a miejscem dla określonej estetyki i dobrego designu. A przy takich pomysłach, nie potrzeba więcej słów.
Wszystkie zdjęcia - Piotr Niepsuj / Images, modelka - Karolina/Model+, make up - Magdalena Vinia Winska, włosy - Katarzyna Stefania Zalewska, stylizacje - Sara Milczarek/Sar Soon, podziękowania - Piotrek Matejkowski.

7 grudnia 2012

1,2,3 inspire me... || prezenty gwiazdkowe

Przedświąteczną gorączkę prezentów czas zacząć - zdążyliście już pomyśleć o swoich upominkach? Przyznaję, że sama zaczynam robić to bardzo wcześnie, bo... lubię kupować prezenty. Najlepiej wtedy, kiedy w sklepach nie ma jeszcze ozdób świątecznych (i tłumów ludzi), dlatego zwykle poszukiwania zaczynam najpóźniej na początku listopada. Staram się, żeby chociaż kilka rzeczy pochodziło od polskich twórców. W tym roku mi się udało, ale na wszelki wypadek nic nie zdradzam! W ramach inspiracji - trzy kolorystyczne typy prezentowe. Mam nadzieję, że dla tych, którzy o prezentach jeszcze nie myśleli, znajdą się tu jakieś podpowiedzi!

SREBRO

Na prezent na pewno nada się torebka - która kobieta się ze mną nie zgodzi?! Mi wpadły w oko klasyczna kopertówka (7) i niebanalna saszetka, z pikowanego materiału, ozdobiona sporym frędzlem (1). Dla miłośników nowych technologii - etui na laptopa/netbooka (9) albo kieszeń na komórkę z Raramodo (5). W srebrze idealnie odnajduje się oczywiście biżuteria - mnie urzeka bardzo prosty naszyjnik Agaty Bieleń (3) i jeszcze prostsza, skórzana bransoleta (8), fanów cały czas modnych kołnierzyków powinien zadowolić ten skórzany, ażurowy (6), a miłośniczki klasyki - piękne, czerwono-srebrne kolczyki z Tatuum (4). Za to dla zapracowanych tradycjonalistek, które nie przejmują się ani biżuterią, ani najnowszym modelem telefonu - błyszczący kalendarz (2). Brak prądu i zasięgu jest niegroźny, kiedy polegamy na starych metodach... sama nie wyobrażam sobie życia bez zwykłego kalendarza!
ZŁOTO 

Złoto od razu kojarzy się z biżuterią - mi, niestety, nie zawsze pozytywnie, chociaż powoli uczę się, że potrafi być naprawdę piękne. Dowody? Unikke Design zamknęło je w postaci...naboju (2), 10DecoArt w detalu (5), Katarzyna Kamińska - w mosiężnej przywieszce (4). Skromnie i z klasą! Roboty Ręczne w swojej grubej bransolecie (7) wykorzystały musztardowy odcień włóczki, zupełnie przełamując charakter błysku. Najbardziej klasyczny okazuje się pierścionek z Yes (9), ale i jemu daleko do stereotypowego złota. Dla tych, którym wersja "na bogato" jest nieobca - poduszka do tulenia (1) albo skórzana torba (6). W wersji mini - złota kokardka na eleganckiej kopertówce (8) i detale w uroczym breloku (3). Błysk kontrolowany w końcu sprawdzi się nie tylko w Boże Narodzenie.
RÓŻ 

Różowy często wzbudza kontrowersje, chociaż sama zupełnie nie rozumiem dlaczego! Nie mam nic przeciwko różowemu - od delikatnych pudrowych odcieni, aż do tego intensywnego, zamieniającego się w fiolet. Do różu można przekonywać w szczegółach - zacznijmy od prostego frędzla-breloczka (1), można zastanowić się też nad małym lusterkiem z zabawnym napisem (6) albo połączeniem go z innymi kolorami - jak w wielokolorowej, szalonej bransolecie (3). Dla łakomczuchów można zamknąć go w słodkich magnesach (2). Dla tych, którzy róż łączą z dziecięcą naiwnością - przestroga do zawieszenia na ścianie (7). A dla tych, którzy róż naprawdę lubią - koszulka Szulca z najnowszej kolekcji Violent (4), albo przepiękny płaszcz Papillon (5). Nie wiem, kim musiałby być Mikołaj, który daje taki prezent, ale ten model tak mi się spodobał, że nie mogłam go pominąć! Jako wisienka na torcie - dwie torebki. W wersji subtelniejszej i  bardziej eko - materiałowa torba na zakupy (9), jako cukiereczek - mała saszetka (8). I jak tu nie lubić różu?
Wszystkie zdjęcia - wskazane w linkach strony projektantów. Udanych zakupów! :)

4 września 2012

Hi-End

Wśród narzekań, czego to w Polsce nie mamy, często pojawiają się westchnienia ku pewnej amerykańskiej sieciówce. American Apparel w Europie ma już całkiem sporo sklepów (między innymi w Niemczech, Belgii i we Włoszech), ale do Polski, przynajmniej na razie, nie trafia. Mnie to wcale nie smuci. Bo my mamy coś lepszego! Na dodatek dostępnego i zapewne wszystkim znanego - Hi-End (Fashion House & Creative Collective) chyba nie trzeba nikomu przedstawiać.
Hi End to właśnie taki trochę polski American Apparel (chociaż mam wrażenie, że nieco bardziej rozbudowany). W obu markach znajdziemy tu rzeczy proste, codzienne, użyteczne a wybór kolorów, także w Hi-Endzie jest ogromny, niech nie zmyli Was lookbook! I podobnie jak amerykańska sieciówka, oferuje nam ceny, które możemy zaakceptować. Największym hiendowym hitem jest chyba szalikotuba, czyli ... wielofunkcyjny, mięciutki kawałek materiału, który lubi okalać szyję, ale przy pomocy naszej kreatywności i paska może zmienić się w długą spódnicę albo wakacyjną sukienkę. Bo ich ubrania to też trochę szukanie siebie. To, co nosimy, w jakiś sposób nas określa (nawet ci, którzy nic swoim ubraniem wyrazić nie chcą, coś wyrażają... chociażby swoją niechęć) - a tutaj możliwości wykreowania, kształtowania siebie jest wiele. Stąd też charakterystyczny lookbok - Opposing Void and Duality. A jeśli już o wyborach mowa - przed wizytą trzeba zadać sobie bardzo ważne pytanie.... jesteś za kołem czy trójkątem?

Jest jeszcze jeden plus Hi-Endowej działalności. Do pracowni można zaglądać osobiście - Mokotowska 7 skrywa też więcej przyjemności. Na miejscu, prócz rozmowy z głównodowodzącą marki, można obejrzeć torby i akcesoria Raramodo, bransoletki i pompony (a od niedawna także swetry) ekipy RR, okulary VOTO oraz poznańską biżuterię Agaty Bieleń. Niedługo dołączy do nich jeszcze jeden projekt, ale... o tym w swoim czasie. Miejsce, prócz tego, że pozytywnie zaskakuje ilością zgromadzonych tam skarbów (przyznaję - wyszłam z dwoma), ma cudowy, swojski klimat. Bo przy kolorowych wieszakach przyjemnie się rozmawia, nie tylko o modzie. Czasem wpadnie Myszon, czasem jego właścicielka, podrzucając pojedyncze modele bransoletek. I właśnie za to wyjątkowo polubiłam to miejsce i wiem, że przy wizytach w Warszawie będę je odwiedzać. A poniżej Mokotowska 7 w małych (i telefonowych, przepraszam za jakość!) kadrach i wspomnieniach. Na piękną fotorelację zapraszam Was na bloga Remain Nameless.
kołnierzyki Agaty Bieleń | okulary VOTO
Myszon w Hi-Endzie | Myszon w objęciach
kolorowy ślimak szalikotubowy | półka Raramodowych skarbów
świeża dostawa Robotów Ręcznych | jeszcze pachnące farbowaniem AddMe by RR
Zdjęcia lookbookowe: koncepcja i stylizacja: Monika Zygmunt, wizaż: Ali Kosoian-Koźbielska, modelka: Magda, zdjęcia: Marta Królik / Oko-Kolektyw. Zdjęcia z pracowni - mój niezastąpiony telefon. Zapraszam na fanpage marki.

28 lipca 2012

Aryton FW 2012

Środek wakacji, żar leje się z nieba, lepiej nie próbować wyjścia z domu bez okularów przeciwsłonecznych i kapelusza z ogromnym rondem. Lubię lato i staram się nie narzekać na upały. Radzę sobie w tym postanowieniu całkiem nieźle (pomagają mi w tym dzbanek mrożonej herbaty i strój kąpielowy), aż w końcu... trafiam na jesienno-zimową kampanię Arytron. W jednej chwili upał stał się nie do zniesienia, a myśl o chłodniejszych wieczorach i popołudniach z kubkiem gorącej czekolady, wyjątkowo kusząca. Tak naprawdę wcale nie chodzi tu o jesień... tylko o piękne ubrania.
Przyznaję, że o marce Aryton wiedziałam tylko tyle, że jest polska. Kojarzyła mi się z nijakimi, weselnymi sukienkami z satyny i ciężkimi płaszczami. Dopiero najnowszy lookbook (sesja Aldony Karczmarczyk) uświadomił mi, jak bardzo się myliłam. Domyślam się, że nie jestem w grupie docelowej firmy (zarówno ze względu na wiek, jak i zasobność portfela), ale oczarowała mnie ponadczasowość najnowszej kolekcji. Jest tutaj dużo prostych fasonów, kobiecych i eleganckich. Nie wyklucza to ich użyteczności - przynajmniej w połowie tych ubrań z chęcią wybrałabym się na jesienny spacer. 
Numer jeden kolekcji? Grube płaszcze w klasycznych kolorach. Moim faworytem zdecydowanie zostaje biały, połączony z czarną bazą. Nie miałam przyjemności oglądać ubrań na żywo, ale małe internetowe poszukiwania wskazują na to, że firma stawia głównie na naturalne, szlachetne materiały. Niestety, wiążą się też z tym wyższe ceny (dla amatorów promocji - w sklepie online trwa wyprzedaż kolekcji letniej) - zmniejszają one prawdopodobieństwo pojawienia się cudownych płaszczy w mojej szafie, ale zachwyt nie maleje. Dodatkowy plus za kobiecą (i trochę zmysłową) kampanię w obiektywie Aldony Karczmarczyk, wystylizowaną przez Martę Kalinowską. Czekam na premierę kolekcji w sklepach, bo to, co widać na fotografiach wygląda naprawdę zachęcająco. Czy to nie idealne ubrania-bazy do tworzenia ponadczasowej (i długowiecznej) garderoby idealnej na lata?
Zdjęcia: Aldona Karczmarczyk/Van Dorsen Talents, modelka: Lys Inger/Avant, stylistka: Marta Kalinowska, włosy: Piotr Wasiński/VDT, makijaż: Iza Wójcik/VDT, retusz: Jacenty Karczmarczyk. Więcej informacji - Facebook i strona marki.

29 czerwca 2012

Tatuum jesień/zima 2012

Ponad trzy miesiące temu pisałam o Tatuum w kontekście kolekcji wiosenno-letniej, kilka dni temu miałam przyjemność zobaczyć nowości na sezon jesienno-zimowy w warszawskim showroomie marki. Wyczekiwałam spotkania z dwóch względów - po pierwsze widziałam już część zdjęć na innych blogach (między innymi u Harel i Fashion Split Personality) i wszystko prezentowało się wyjątkowo zachęcająco. Po opublikowaniu ostatniego wpisu, kilkukrotnie wybrałam się też na małe przeszpiegi w poznańskim sklepie. To, co tam znalazłam odpowiadało moim oczekiwaniom i wymaganiom, które postawił poprzedni lookbook. Stawia się na dobre wykonanie, ciekawy, dopracowany detal, naturalne tkaniny i... przystępne ceny.
Jesień i zima według Tatuum to pory roku, na które warto czekać. W damskiej kolekcji znalazły się cztery linie - Rebel, Pioneer, Soft Architecture i Art noveau. Ich nazwy mówią same za siebie, więc przyznam tylko, że zaciekawiły mnie dwie ostatnie części. Linia architektoniczna to coś, co my, nudziary, lubimy w modzie najbardziej. Pozornie proste fasony urozmaicono ciekawymi detalami - pikowaniem, skręceniem tkaniny przypominającym supełek, wykorzystanym materiałem (piankowy żakiet zapowiada się świetnie!). To ubrania z ogromnym potencjałem, idealne do uzupełnienia garderoby w wielofunkcyjne, ponadczasowe, ale i oryginalne elementy. To chyba to, co lubię najbardziej! Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczyła mnie też linia nawiązująca do secesji i twórczości Klimta. Dzień wcześniej oglądałam prace inspirowane malarstwem na Warsaw Fashion Street. Przyznaję, że polska sieciówka poradziła sobie z zadaniem dużo lepiej. Subtelne nawiązania w kolorach czy wzorach na zdjęciach (i na żywo) prezentowały się bardzo dobrze - chociaż wymagają odpowiednich dodatków i zestawienia. Czy to wada, czy zaleta, zależy już od naszego nastawienia do tworzenia garderoby.
Jesienno-zimowa kolekcja ma kilka mocnych punktów, ale na pierwszym miejscu wymieniłabym intensywne kolory (między innymi turkus, miedź i soczysta limonka). Tuż za nimi są piękne, grube płaszcze i puchowe kurtki (ktoś w końcu pomyślał o tym, że w Polsce zima jest zimą!). Furorę (wśród stylistów, blogerów i wszystkich, którzy kolekcję mieli przyjemność zobaczyć) robi puszysty płaszczyk (kożuszek?). W ogóle mnie to nie dziwi, powiem więcej - chyba wiem, co kryje się za jego (i większej części kolekcji) sukcesem. Tatuum skierowało się w stronę ubrań ciekawych, kobiecych, które wpisują się w panujące trendy i wyglądają na...drogie. A na pewno droższe, niż są w rzeczywistości. A ponieważ ostatnio sklepy wolą kierować się w zupełnie inną stronę, to chyba najlepsza informacja, jaką można usłyszeć!
Wszystkie zdjęcia - materiały prasowe Tatuum. Zapraszam na stronę internetową marki i ich świeżutki profil na Facebooku.

7 czerwca 2012

sesst

Kilka razy przyznawałam się już do mojej słabości wobec prostych, ale ciekawych i przemyślanych lookbooków. Jeszcze bardziej cieszą zdjęcia polskich firm - w tym sieciówek, które powoli stają się realną konkurencją dla takich gigantów jak Mango czy Zara. Na pewno znacie markę Caterina, czas przedstawić jej młodszą siostrę - Sesst.
To typowe ciuchy "do noszenia" (ostatnio to moje ulubione określenie i wiem, że go nadużywam, ale... co zrobić, kiedy rzeczywiście tak jest!), codzienne, chociaż znajdziemy też kilka bardziej eleganckich modeli (cekinowa sukienka kojarzy mi się z pięknym płaszczem Szulca a mała czarna z suwakami to 100% klasyki). Dodatkowy plus za zaproszenie do współpracy polskich projektantów! W tym sezonie w salonach Sesst znajdziemy dodatki Karoliny Zgoła (o jej torbach pisałam już jakiś czas temu), Iwony Bielawskiej, Piotra Czachora i MANTIC. Spora różnorodność!
Chociaż letni lookbook zapowiada wyjątkowo słodkie ubrania, znajdziemy tam też wspomniane klasyki i rzeczy, które bez większych problemów powinny dostosować się do naszego własnego stylu - nawet jeśli ten do najsłodszych i najbardziej dziewczęcych nie należy. Przykład? Prosty płaszcz w geometryczne wzory i luźna, limonkowa koszula. Wystarczy wyjść poza narzucony schemat i potraktować każdy element indywidualnie. Wyczekuję nowych kolekcji i mam nadzieję, że marka pójdzie w dobrym kierunku, zapewniając mi kolejne miejsce do zakupów. Czekam też na salon w Poznaniu i... przeceny w sklepie online.
Zdjęcia - materiały prasowe Sesst. Zapraszam na ich stronę www i profil na Facebooku.

23 kwietnia 2012

Laura Guidi SS 2012

Każda z nas lubi czasem pomarzyć, zamykać oczy i widzieć szafę wypełnioną po brzegi ubraniami ukochanych projektantów. Nie wszystkie marzenia da się zrealizować, ale... czy nie jest miło po prostu oglądać, inspirować się? Uwielbiam dopracowane sesje zdjęciowe, lookbooki, które w swojej prostocie mają wielką siłę. Pół roku temu Laura Guidi pokazała świetne ubrania, na jeszcze lepszych zdjęciach Izy Grzybowskiej. Nowy sezon przyniósł konkretne wymagania - według mnie firma poradziła sobie z nimi całkiem dobrze.
Subtelny makijaż i delikatne, pastelowe kolory, chociaż wielu już nudzą, mnie cały czas zachwycają. Nie muszą być "hot trendem" (albo jakąś inną, okropną sklejką angielskich słów), bym je doceniła - swoją szafę w barwy przypominające cukierki pudrowe i lody, uzupełniam już od zeszłego roku, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na wybiegach. Mam nadzieję, że ulica nie oszaleje na ich punkcie, wtedy mogą znudzić się nawet ich największym fanom. Wracając do zdjęć, bo to o nich mowa - jest kobieco. Nie brakuje tu koronek, baskinek i słodkich ozdób. Całość jest jednak mniej kaloryczna, niż mogłoby się wydawać. Jedyna ciężkostrawna rzecz to, niestety... ceny. Ale w końcu nie można mieć wszystkiego.
Zdjęcia - materiały prasowe Laura Guidi. Fotografie - Iza Grzybowska, stylista - Pola Madej-Lubera, asysten stylisty - Mateusz Farenholc, MUA - Gosia Urbańska-Macias, włosy - Emil Zed, manicure - Marzena Kanclerska, modelka - Asia Pułko. Produkcja - Iza Woźny, Anna Wyżykowska/ POMada, Magdalena Opacka/ MOVE, postprodukcja - Daniel Dziubiński, pomoc Bogdan Jabłoński & Wojtek Gardaś & Adam Włóczkowski.

9 kwietnia 2012

Priscilla Gallery

Poznańscy miłośnicy vintage w końcu doczekali się raju - Priscilla Gallery, sklepu który całkiem prężnie funkcjonuje już od kilku miesięcy. Klimatyczne wnętrze jest wypełnione po brzegi sprowadzonymi z europejskich stolic perełkami - są tu między innymi dżinsowe koszule, grube, kolorowe swetry i neonowe szorty. Pojawiają się też prawdziwe cuda, jak buty Celine czy bluzka Chloe. A to dopiero początek, bo właścicielki - Kasia i Monika - z pasją opowiadają o swoich zdobyczach, po które pojadą dla nas nawet na koniec świata! 
W Priscilli można znaleźć naprawdę wszystko - wystarczy zajrzeć na ulicę Wielką (wskazówka: sam początek uliczki odchodzącej bezpośrednio z rynku) i oddać się poszukiwaniom. W zasadzie, to nie trzeba bardzo szukać, bo dzięki ciekawej prezentacji i wprawnym "przebraniu" przez właścicielki, wystarczy tam wejść, przymierzyć (przy okazji zwrócić uwagę na ciekawe dekoracje) i kupić. Czy zakupy vintage mogłyby być prostsze? A dla tych, którzy do Poznania dotrzeć nie mogą, też jest nadzieja. Wystarczy wysłać e-mail a wypatrzona rzecz poszybuje do Was pocztą. Inspiracji szukajcie na szałowo ubranych manekinach!
Wszystkie zdjęcia, informacje - Priscilla Gallery. W Poznaniu szukajcie na ulicy Wielkiej 27/29. 

27 marca 2012

RISK made in warsaw

Zacznę od krótkiego przemyślenia, a właściwie dwóch, które bardzo mocno dotykają tego miejsca - czyli bloga. Bloga o modzie a nie szafiarskiego (może kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy te dwa typy zostaną pełnoprawnie rozróżnione), dzięki któremu mam (prawie) pełną anonimowość. Jaki jest tego efekt? Mogę pojawić się incognito, nierozpoznana przez nikogo i dzięki temu - traktowana jak zwykły klient. Z takiego planu skorzystałam, wybierając się na kiermasz Concordia Design i szczerze mogę napisać o jednej z marek, którą tam "spotkałam". Wspomniana anonimowość ułatwia (albo utrudnia) zakupy, zarówno w butikach, jak i online. Kiedy moje rozdwojenie jaźni napotyka problemy, zapala się lampka ostrzegawcza - o tym lepiej nie pisać! Nie mogę sprawdzić wszystkiego, ale warto wspomnieć o tym, co mój "proces kontrolny" przeszło. Dziś o RISK made in warsaw, bo mój test zdało bardzo dobrze. A nawet wzorowo.
Po pierwsze - ubrania, bo w końcu to one są najważniejsze. Gruba bawełna była tak miękka, że miałam ochotę przytulić się do wszystkiego, co było z niej wykonane (pomysł na pościel jest genialny w swojej prostocie, chociaż ma pewną wadę - nikt by mnie nie wyciągnął z łóżka!). Pozytywnie zaskoczył też "papierowy" materiał, który okazał się całkiem miły w dotyku, a według zapewnień jednej z projektantek - także bardzo trwały. Mimo tego, że nie należę do miłośników bluz, to dresowe interpretacje RISK, wyjątkowo mnie przekonują. Pomysł - jest, dobre wykonanie - jest, pasja - jak najbardziej! Zaangażowanie projektantek było godne podziwu. Chociaż na kiermaszu zjawiłam się bliżej zamknięcia, niż otwarcia, okazały stu-, a nawet dwustuprocentową cierpliwość dla naszej wesołej czwórki (Marek, jego aparat, mój  mężczyzna, no i ja!). I to nie było udawane - wszystko, o czym mówiły, i co pokazywały, to najprawdziwsza, niemożliwa do podrobienia miłość do tworzenia. Risk całkowicie zdobył tym moje serce, ale jeśli potrzebujecie jeszcze jakiegoś argumentu, dorzucam - ostatni. Po obejrzeniu pomysłowej wizytówki, po prostu trzeba ich polubić. A na zakupy można wybrać się w kilka miejsc - także bez wychodzenia z domu.
Wszystkie zdjęcia - Full of Style, gdzie można swoją wariację na temat dresu kupić - dziękuję za udostępnienie fotografii. Tutaj zapraszam na fanpage RISK made in warsaw.

17 marca 2012

o błękitnym niebie i Tatuum

Nigdy nie ukrywałam tego, że najbardziej lubię proste ubrania, które z łatwością można ze sobą łączyć. Niektórzy nazywają to lenistwem, dla mnie to doskonałe rozwiązanie, by swoją garderobę naprawdę wykorzystywać (bez porannego "nie mam co na siebie włożyć"). I chociaż uwielbiam szalone sesje zdjęciowe, w lookbookach doceniam przejrzystość, fotografie, na których dobrze możemy przyjrzeć się szczegółom. Do tych dwóch cech dodaję polską markę - Tatuum, która swoją kolekcją Unique (o której na pewno tu jeszcze przeczytacie) zaskoczyła w Łodzi. Jej podstawowa linia nie pozostaje w tyle.
Kolekcja SS 2012 jest pełna miejskich, wygodnych ubrań na wiele okazji. Może to tylko za sprawą zdjęć, ale kojarzą mi się z podróżami w piękne i słoneczne miejsca - wyobrażam sobie spacer maltańskimi uliczkami albo wieczorne spotkanie na plaży. Proste sukienki wydają się idealne na letnie wycieczki a połączenie z krótkimi żakietami dodaje im formalnego szyku. To pewnie kwestia błękitnego nieba, ale nagle zapragnęłam odświeżenia swojej garderoby - chociażby dodania do niej zestawu z drugiego zdjęcia (który, tak przy okazji, idealnie nadaje się jako uniwersalna część bazowa!) czy sukienki z ostatniego. I chociaż w Tatuum naprawdę dawno nie byłam, to chyba czas najwyższy tam zajrzeć - ostatnio znalazłam w swojej szafie czarny żakiet z tego sklepu, o którym zupełnie zapomniałam. Ma jakieś 6 lat i wcale tego po nim nie widać. W połączeniu z wakacyjnymi zdjęciami... to motywacja do zakupów.
Wszystkie zdjęcia oraz informacje - materiały prasowe Tatuum.