Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trochę historii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trochę historii. Pokaż wszystkie posty

13 maja 2012

Aga Prus

Buty - która kobieta ich nie kocha? Sama przyznaję się do tej miłości, która dla niektórych graniczy już pewnie z obsesją. Daleko mi zawartością szafy do Chiary Ferragni, ale mimo wyraźnych braków we własnej garderobie, czuwam nad wszystkimi nowościami. Ostatnio dołączyły do mnie dwie pary - idealne jazzówki francuskiej firmy Zespa i klasyczne, czarne szpilki. Teraz zastanawiam się nad czymś wyjątkowym. Agę Prus i jej cudowne, ręcznie robione buty, spotkałam w łódzkim Showroomie. Jeśli ich nie znacie, czas nadrobić zaległości, bo wkrótce będzie o niej głośno!
Czy tylko ja jestem fanką takich zdjęć?:)
Wcześniej wpadłam na nie gdzieś online i zwróciły moją uwagę, ale dopiero na żywo w pełni je doceniłam. Nie trzeba być znawcą, żeby od razu rozpoznać wzorowe wykonanie, dopracowany detal. Pachnące skóry mają piękne kolory i wierzcie mi - nie ustępują na krok tym, które wykorzystuje się do produkcji najbardziej znanych, włoskich modeli. A potem Aga - właścicielka i projektantka, zaczęła opowiadać o tym, co tworzy. Rozpoczęła od rodzinnej historii, wspominając swojego dziadka, Brunona Kamińskiego, który w 1943 roku założył własną pracownię szewską. Ta, z sukcesem funkcjonowała przez wiele lat. przyciągając  wielu klientów... czyżby ta historia miała się powtórzyć?

A jeśli o samych butach mowa - w pełni wykonywane ręcznie, z wybranych przez nas skór (decydujemy także o kolorze podeszwy - może znajdziemy taki, który pobije czerwień Louboutina?). Dla tych, którzy martwią się o rozmiar, bez obaw, projektantka o wszystkim pamięta. Szeroka rozmiarówka (35-42) i zapomniane przez większość sklepów połówki, sprawiają, że naprawdę uważnie się im przyglądam. W tej chwili dostępne są cztery modele - klasyczne czółenka, sztyblety, angielki (dla mnie funkcjonują jako jazzówki) i mokasyny. Chociaż wszystkie można zamówić online, dla tych, którzy mieszkają w Warszawie, mam radę - spotkajcie się z Agą osobiście. Posłuchajcie, jak mówi o butach, opowiada o skomplikowanym procesie ich tworzenia i historii dziadka. Wierzcie mi, że na swoją, stworzoną z projektantką parą, spojrzycie zupełnie inaczej!


Wszystkie zdjęcia, informacje - materiały prasowe Agi Prus. Zapraszam na jej stronę www, gdzie znajdziecie więcej informacji.

20 marca 2011

rajstopy

Rajstopy - część garderoby, zakładana na nogi; zwykle sięgają do okolic bioder i talii, zakrywając stopy - mniej więcej tak brzmią wszystkie definicje. Często do opisu dodawane są też inne cechy - obcisłe, o różnej fakturze, grubości i kolorze. Brzmi banalnie, w końcu każdy wie (przymykam oko na tych przedstawicieli brzydszej płci, którzy reagują zmarszczeniem brwi na to słowo, nie będąc pewnym, co ono dokładnie oznacza - a zdarzają się tacy, zdarzają!), czym są. Powiedziałabym więcej - dla przeciętnej kobiety rajstopy to część codziennego stroju, więc dlaczego ma się nad nimi specjalnie zastanawiać. Ale czy zawsze wszystko było takie jasne?

Obecnie widok mężczyzny w rajstopach śmieszy (albo przeraża), a właśnie tak zaczęła się ich historia. Początkowo nikt nie wyobrażał sobie w nich kobiety! Rajstopy noszone były wyłącznie przez mężczyzn a materiał, z jakiego były wykonane, zależał od pozycji społecznej. Podczas gdy szlachta używała do tego celu między innymi luksusowych jedwabiów, niższe warstwy społeczne musiały zadowolić się tymi drapiącymi i niekoniecznie wygodnymi... Rozwijały się techniki szycia, wymyślano nowe maszyny, które miały ułatwić to zadanie, zmieniały się materiały (przełomem z pewnością było wynalezienie nylonu!). Kobiety cały czas nosiły pończochy, a nie rajstopy. Co ciekawe, kiedy przyjście II wojny światowej uszczupliło budżet przeciętnej europejki i wprawiło produkcję nylonowych pończoch w stagnację... zaczęto malować szew na nodze. Miał on "udawać" pończochy! Na szczęście nie trzeba było tego długo praktykować. Lata 60 XX wieku to prawdziwy przełom w tej historii - rajstopy weszły do powszechnego użytku jako alternatywa dla pończoch. Natomiast lata 80 przyniosły nowe wzory i kolory, z których korzystamy do dziś.


Mimo stosunkowo krótkiej przeszłości, firm produkujących rajstopy jest wiele, również polskich, ale to za granicą spotykamy dzieła sztuki, jak choćby te, o których wspominałam kilka postów wcześniej (bebaroque). Poniżej bardzo subiektywnie - 3 marki, które mogą podbić niejedno serce.

1. House of Holland - czy ktoś nie zna tej firmy? Oczywiście rajstopy tej brytyjskiej marki to tylko część ich dorobku, ale z pewnością część istotna (szczególnie dla naszych nóg!). Twórcom z pewnością nie brakuje fantazji. Zainspirowani londyńskim życiem, proponują niespotykane wzory z nutą szaleństwa. Big Ben czy Statua Wolności? Od teraz to rajstopami można pokazać kraj swojego pochodzenia. Prócz tego gwiazdki,falbanki i inne cuda. I co najważniejsze - do zdobycia w Polsce. Widziane między innymi w River Island.

2. Falke to propozycja dla tych, którzy nad szaleństwo przedkładają wyrafinowanie. Ich ostatnia kolekcja stawia na dwa motywy : kwiatowe i geometryczne. Znajdziemy tu bardzo dużo pasków, często uzupełnianych wijącymi się, florystycznymi elementami. Zabawa teksturą sprawia, że nawet zwykły wzór jest wyjątkowy.

3. Jeśli nazwiemy twory pana Hollanda szaleństwem, zabraknie nam słów, by opisać Les Queues de Sardines. Sami twórcy wspominają, że ich rajstopy mają w sobie szczyptę humoru, ale moim zdaniem to jego całkiem spora garść. Nadają się tylko dla odważnych, bo mogą szokować (a raczej po prostu szokują). Warto przejrzeć archiwalne kolekcje (większość niedostępna w sprzedaży, wszystkie prace to prawdziwe unikaty, produkowane zaledwie w kilku egzemplarzach), zachwycają pomysłowością! Niestety, dodatkowo porażają ceną (w Polsce dostępne w sklepie Modmod za, bagatela! ponad 100 zł).


Informacje o historii rajstop pochodzą między innymi ze strony - http://tights.synthasite.com/ .

15 lutego 2011

trencz

Istnieją takie połączenia, które w naszej świadomości zadomowiły się chyba na zawsze. Na mojej liście na pewno wysokie pozycje zdobyłyby choćby szpilki Louboutina, ale miejsce pierwsze zdecydowanie należy się Burberry. Kiedy słyszę słowo "trencz" to pierwszy dom mody, który przychodzi mi do głowy.

Zdecydowanie must-have w każdej szafie. Od lat króluje zarówno na ulicy, jak i na dużym ekranie. Już dawno przestał przywodzić na myśl wyłącznie detektywów wszelkiej maści. Lista skojarzeń uzupełniana jest obecnie raczej przez słowa takie jak klasyka, elegancja, prostota. O jego pochodzeniu też już się nie pamięta - w końcu czy to możliwe, żeby taka piękna rzecz pochodziła z okopów?

Dla niedowiarków (sama nim byłam) kilka słów wyjaśnienia - trencz w swojej pierwotnej postaci był odzieniem męskim,a na dodatek...wojennym. Początków jego historii upatruje się w okopach (zresztą słowo okop po angielsku to trench) I wojny światowej (a wszystko to dzięki Tomaszowi Burberry i gabardynie, czyli tkaninie przez niego stworzonej). Jego kariera w armii była dynamiczna i rozwijała się, tak jak sylwetka. Ponownie wykorzystany "militarnie" w kolejnej wojnie, po jej zakończeniu ze spokojem rozgościł się w świecie cywilów, choć już w okresie międzywojennym były ciuchem, po który z chęcią sięgano. Na tym etapie swojego życia trencz miał kilka charakterystycznych cech - po pierwsze kolor. Ograniczał się zwykle do odcieni beżu lub khaki, ewentualnie czerni. Zwykle miał 8 lub 10 guzików, charakterystyczne paski przy zakończeniu rękawów i na ramionach, zawiązywany był w pasie.

Od tego czasu trencz praktycznie nigdy nie wyszedł z mody - zmieniały się jego cechy, urozmaicano krój, ale ciągle pozostaje na szczycie. Przez lata noszony był bardzo chętnie także wśród znanych postaci (może stąd jego sława?), zarówno ze świata polityki (Churchill, Reagan), literatury (G.B.Shaw) a także aktorów (a konkretniej ich filmowe kreacje) - kto nie pamięta słynnej sceny pocałunku ze Śniadania u Tiffany'ego, kiedy bohaterowie mają na sobie piękne, klasyczne beżowe trencze?

Wracając jednak do mistrza - Burberry. Ten dom mody założony w 1856 nie odstępuje znacząco od pierwotnej formy, cały czas składając płaszcz z dokładnie 26 kawałków materiału. Zmienił się kolor, detale, ale ponadczasowy charakter został zachowany. Trencz jest doceniany na całym świecie, nie tylko w oryginalnej wersji. Skala jego popularności może zapewne dorównać klasycznym szpilkom czy małej czarnej. A nawet je pobić, bo w końcu trencz, w przeciwieństwie do rywalek, dostępny jest zarówno w wersji kobiecej, jak i męskiej. Dowodem na tak znaczącą popularność może być między inny projekt Art of Trench. Na stronie internetowej Burberry możemy znaleźć zdjęcia ludzi z całego świata. Żywy dowód, potwierdzający, jak uniwersalny to model!

Na szczęście prócz marzeń o oryginalnym trenczu Burberry w szafie, można posiadać też własny egzemplarz innej firmy - w końcu w sieciówkach jest ich masa. Dostępne chyba o każdej porze roku, w dowolnym kolorze - czego chcieć więcej? Chyba tylko ponadczasowego oryginału.

A jeśli kogoś zaciekawiła historia trenczu - polecam stronę Old Magazines Articles, gdzie można znaleźć prawdziwe perełki - artykuły z gazet, poświęcone właśnie bohaterowi posta. Co pisano o nim w Vanity Fair czy w Harper's Bazaar w 1918? Warto sprawdzić.

31 października 2010

w dużym skrócie o fotografii mody

Jadąc do szkoły, pracy czy na uczelnię widzimy billboardy popularnych sieciówek, gdy przeglądamy prasę (nie tylko kobiecą!) spoglądają na nas modelki reklamujące modne w danym sezonie ubrania, w sklepach znajdziemy katalogi pełne zdjęć, które pokazują obowiązujące trendy...a po wpisaniu w Google "fotografia mody" mamy ponad 3 miliony odnośników (ale gdy tylko zmienimy język i wprowadzimy "fashion photography" liczba podskakuje do.. 174 000 000 wyników- to już brzmi imponująco!). Może to skromne, ale według mnie wystarczające argumenty, żeby określić skalę i popularność tej dziedziny fotografii. Ale czy kiedykolwiek zastanawiamy się nad tym, jaki był jej początek? Zapewne nie.

Przenieśmy się więc do XIX wieku. Początkowo technika nie pozwalała na masową produkcję odbitek, ale już w roku 1856 opublikowano album zawierający 288 fotografii pewnej toskańskiej szlachcianki, którą uznaje się za... pierwszą modelkę. Virginia Oldoini, bo tak właśnie się nazywała, została sfotografowana przez Adolpha Brauna w jej oficjalnym stroju dworskim. I właśnie od tego wszystko się zaczęło.



Virginia Oldoini - pierwsza modelka, pierwsza fotografia mody.
Trochę się od tego czasu pozmieniało ;)

Technika mknęła do przodu, dzięki czemu już na początku XX wieku fotografia stała się bardziej dostępna i wykorzystywana w różnych magazynach. Kolebką tego rozwoju była oczywiście Francja (bo jeśli chodzi o modę, to Francuzi rzeczywiście mają niesamowity gust!). W 1911 pewien fotograf, Edward Steichen, został poddany próbie przez swojego wydawcę - miał wypromować modę, używając przy tym fotografii. Wykorzystując wspaniałe projekty Paula Poireta Steichen podjął się wyzwania i wykonał odpowiednie zdjęcia, które ukazały się w kwietniu 1911 (w Art et Décoration - magazyn cały czas istnieje!). I właśnie te prace przez wielu są uważane za pierwszą współczesną fotografię mody.

Lata uciekały, obyczaje i kanony piękna ewoluowały a fotografowie zmieniali się. Jeśli ktoś interesuje się fotografią lub modą (albo tak, jak ja - jednym i drugim!), na pewno zna takie nazwiska jak Richard Avedon czy Helmut Newton - niezaprzeczalnie wnieśli oni wielki bagaż wspaniałych prac i inspiracji do fotografii, a do fotografii mody w szczególności. Odwołać można się i do naszych rodaków, w końcu Polacy również mieli wpływ na rozwój tej dziedziny (ciekawostka - czy wiecie, że znany fotograf, Peter Lindbergh urodził się w Lesznie, niedaleko Poznania?). Z współczesnych nam fotografów obowiązkowo należy wymienić Tyszkę czy Wolańskiego. Niestety, w moim przypadku sprawdza się pewna prosta zasada, która dla wielu może brzmieć jak cliché - co za dużo,to niezdrowo. Medialny szum jednych zaintryguje i zachęci, innych odrzuci. Sama zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy, dlatego między jedną popołudniową kawą a drugą wolę przeglądać prace artystów, o których na nieszczęście (albo i na szczęście), świat jeszcze nie słyszał i nikt nie oszalał na ich punkcie (no, może prócz mnie!). A z pewnością warto o nich usłyszeć i co ważniejsze - zobaczyć ich prace.

Pierwszą panią, którą być może już ktoś zna, jest Aleksandra Zaborowska. Ciężko napisać coś o fotografii Oli, by nie zabrzmiało to banalnie, bo w końcu wychwalać potrafi każdy. Przeglądając jej prace widać dobrą technikę, wspaniały i godny podziwu rozwój, świetnie zrealizowane pomysły, idealny dobór modelek... i wiele innych elementów, które zachwycają. Takie fotografie można spotkać wszędzie - to w końcu powinno charakteryzować dobre zdjęcie mody. Jednak jej prace odróżnia jedno, najważniejsze. Uczucie. Ola potrafi czarować, tego jestem pewna. Nieważne, czy wykonuje autoportrety (nie znam innego fotografa, który tworzy takie cuda!), czy zdjęcia fashion, będące zleceniem od projektanta, od razu widać, że wkłada w to całą siebie. I do tego samego zmusza ekipę, potrafi wykrzesać z modelki tyle uczuć, ile tylko chce. I jakie chce. Umiejętność godna podziwu.





Martyna Galla - mówi wam coś to nazwisko? Skojarzenie z Dilemmas Magazine jak najbardziej poprawne, bo to właśnie ona wykonywała jedną z sesji do tego internetowego magazynu (Wydanie zimowe, 2009). Najbardziej urzekające są opowiadane przez nią historie - nieprzypadkowo tak nazywa się jeden z działów na jej stronie. Kilka zdjęć z danej sesji potrafi powiedzieć więcej, niż niejeden film czy książka. Dobór modelek, ciuchów i miejsca - perfekcyjny. Obok takich zdjęć nie przechodzi się obojętnie. Ciężko zamknąć okno przeglądarki.





Żeby nikt nie posądził mnie o dyskryminację płci - Sebastian Ćwik. Kiedyś natknęłam się gdzieś na krótką wzmiankę na jego temat, która szczerze mówiąc w 100% oddaje to, co o nim sądzę - młody i piekielnie zdolny. Ciężko napisać o nim coś więcej, prócz tego, że skrycie podkochuję się w jego zdjęciach.. ale nie powinnam o tym pewnie wspominać, więc po prostu - to trzeba zobaczyć. Moda w jego wykonaniu smakuje wybornie.




Sebastian Cviq Photography

Informacje dotyczące historii fotografii pochodzą z internetu (głównie angielskojęzyczna Wikipedia). Fotografie 3 opisanych artystów pochodzą z ich portfolio, linki powyżej.