Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzemieślnicy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzemieślnicy. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2014

Zofia Chylak | ślub

Od ślubu dzielą mnie jeszcze przynajmniej dwa pierścionki, ale jako stereotypowa kobieta, nie mogłabym odmówić sobie marzenia o bajkowej scenerii, bukiecie piwonii, pięknym welonie i idealnej sukni ślubnej. Gdybym nie znała Natalii Siebuły (moja miłość do jej marki jest chyba tematem przewodnim tego bloga), to z pewnością zdecydowałabym się na projekt Zofii Chylak - powiedzieć o nich, że są idealne, to chyba trochę zbyt mało.
Zgadzam się z tym, że oprawa ślubu jest istotna, a bajkowa ceremonia rodem z Disney'owskich filmów przyprawia mnie o łzy wzruszenia, ale nie ukrywajmy - najważniejsi w tym dniu są ludzie. Nie każdemu odpowiada przytłaczająca tiulowo-balonowo-cekinowa aura pachnąca lakierem do włosów i utrwalaczem do makijażu. Rzeczy, które proponuje Zofia Chylak są bardzo proste i zdecydowanie bardziej skromne od większości propozycji z salonu sukien ślubnych. Ale jest w nich coś, co sprawia, że wzdycham do monitora. Są piękne. Tak po prostu. Bez krzyków, bez bycia "trendy", bez "must-have'ów". To panna młoda jest najważniejsza, a sukienka ma nie tylko podkreślać jej urodę, ale również spełniać potrzeby. Żadnych osuwających się gorsetów, odciskających się ramiączek, obcisłych fasonów uniemożliwiających poruszanie. Im dłużej przyglądam się tym projektom, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Natalia ma konkurencję. I to całkiem poważną!
 
Wszystkie zdjęcia: Turczyńska; strona i fanpage Zofii Chylak.

18 lutego 2014

Ponad pokoleniami

W pracowni witają nas stare maszyny, które od pierwszego spojrzenia zachwycają swoją dostojnością. Gdzieś leżą kawałki skór, mnogością kolorów zachwycają równo ułożone szpulki nici. Na biurku piętrzy się stos kartek, na specjalnej tablicy przypięto zdjęcia ostatnich projektów. Rzemieślników i projektantów więcej łączy niż dzieli – w ich pracowniach, gdzieś pomiędzy terkoczącymi maszynami, a gotowymi produktami jest to, co w ich pracy okazuje się najważniejsze. Za projektami kryje się pewna historia.


Na minionym, grudniowym HUSH Warsaw swoją premierę miał projekt, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Magazyn Hush Magazine doczekał się debiutu na papierze. Miło przeczytać swoje słowa w takim wydaniu! Powyższy fragment tekstu pochodzi właśnie z tego numeru, a całość przeczytacie w elektronicznej wersji na Issuu, do której z wielką przyjemnością wszystkich odsyłam. Wydanie papierowe znajdziecie w Warszawie (państwomiasto). Kilka słów na temat numeru znalazło się na blogu przezdolnej Toli, która jest autorką wszystkich zdjęć do tekstu. Dziękuję za piękne kadry!






Zdjęcia: Tolala.pl