Chociaż uwielbiam polską modę, niezbyt często zdarza się, żeby jakakolwiek kolekcja wbijała mnie w fotel. Takich emocji na pewno nie wzbudza też to, co w naszym kraju proponuje się mężczyznom, a co zwykle można zamknąć zaledwie w jednym słowie - nuda. Na szczęście Michał Mrzygłód nie zrobił dla niej miejsca.
Michał Mrzygłód ma już za sobą studia w warszawskiej Katedrze Mody na ASP, obecnie uczy się w London College of Fashion. Patrząc na kolekcję "chin-suru", nie chce mi się wierzyć, że to debiut projektanta. Wszystko jest tutaj dopracowane - od ubrań (to oczywiste), po dodatki, świetny jest też lookbook i jeśli ktoś powie mi, że polskie sesje nie są na światowym poziomie, mogę pokazywać zdjęcia Daniela Jaroszka jako silny kontrargument. Chociaż kolekcja nie potrzebuje zdjęć i broni się sama (wystarczy zajrzeć do relacji ze Złotej Nitki). Zachwyca mnie mnogość kolorów i ich odważne połączenia, ale także wspomniane dopracowanie. Wszystkie dodatki zostały wykonane na potrzeby kolekcji - łącznie ze świetnymi butami (!), które przypominają tradycyjne, drewniane obuwie japońskie. Chin-suru czerpie z kultury tego kraju, a zmiany zachodzące w społeczeństwie stały się punktem wyjścia dla kolekcji.
Michał nie boi się ani kolorów, ani materiałów. W kolekcji łączy ze sobą ciekawe faktury z mocnymi barwami, pojawia się "wężowa" skóra (która tak naprawdę jest skórą łososia) oraz neopren, zamknięty w formie świetnie skrojonej, trochę sportowej kurtki z ozdobnym tyłem. Pojawia się tylko jedno pytanie... Czy w Polsce mężczyźni są gotowi na taką kolekcję? Według mnie odpowiedź brzmi prosto - nie. Ale czy to ujmuje tym projektom? Nie! Zwykle podchodzę do takich pomysłów sceptycznie, ale ten całkowicie popieram. Bo jest odważny, przemyślany i dopracowany. A sam projektant do tematu podchodzi bardzo elastycznie, co utwierdza mnie w tym, że wie, co robi. Przyznaje, że kolekcja została stworzona dla mężczyzn, ale nie widzi problemu, by ubrania nosiły kobiety. A ja powiem tylko tyle, że to nazwisko warto zapamiętać, bo Michał Mrzygłód jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy.
Wszystkie zdjęcia - Daniel Jaroszek, model - Michał Sadowski, makijaż - Ola Szablowska, miejsce - Studio Tęcza. Zapraszam na fanpage projektanta.




