Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ALE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ALE. Pokaż wszystkie posty

5 czerwca 2014

TRANS-FORM-ERS

Jeśli jest coś, co potrafi oderwać mnie od pisania pracy magisterskiej, to z pewnością będzie to najnowsza kolekcja ALE. O poznańskiej marce Aleksandry Przybysz na blogu jeszcze nie wspominałam, chociaż biżuterię znam i podziwiam od dłuższego czasu. Dlatego cieszę się, że premiera TRANS-FORM-ERS - nowej kolekcji projektantki, odciągnęła mnie od pracy - dawno nie miałam tak dobrej wymówki!
Zanim jeszcze dokładnie przyjrzałam się biżuterii, pomyślałam, że zaproszenie, przywodzące na myśl origami, wbrew pozorom nie zwiastuje powtórki z rozrywki. Geometryczne, powyginane kształty od początku kojarzyły się nie z zabawami papierem, a ze światem... zwierząt. Motywami pięknymi, ale trochę niepokojącymi. Ciężkie bransolety niebezpiecznie oplatały nadgarstki, a duże wisiory, odbijając kolorowe światło, przestawały przypominać zwykłe, stalowe konstrukcje. Metalowe pancerze wcale nie łagodniały w towarzystwie czerwieni, która pojawiała się tylko po to, żeby w następnym zagięciu zniknąć, jak drobne wzorki na egzotycznych owadach. TRANS-FORM-ERS czerpie ze świata fauny i flory - kwiatów o tajemniczych nazwach, kolorowych owadów, skorupiaków. Kolekcja to również fascynacja przemianami i przejściem między nowym a starym. I chociaż mój trop okazał się strzałem w dziesiątkę, żałuję jednego - że surowe packshoty nie oddają ani precyzji wykonania, ani tropikalnego klimatu kolekcji. To biżuteria, którą po prostu trzeba zobaczyć. Tylko uwaga: taka biżuteria potrafi naprawdę zachwycić.
Zdjęcia - materiały prasowe ALE (fot. Karolina Miądowicz i Michał Tokarczuk); strona i fanpage ALE. Aleksandry Przybysz.

4 maja 2012

Ewelina Klimczak

Miłośnicy prostych, nieprzesadzonych fasonów i kolorów! Niech drżą Wasze portfele, bo nadchodzi Ewelina Klimczak. A wraz z nią ubrania, które podziwiamy na zagranicznych blogach i wzdychamy, że "u nas w Polsce" tego nie ma. Jest. I to całkiem nieźle wydane, bo patrząc kilkanaście miesięcy wstecz, widać takie postępy, że już wyczekuję kolekcji na następny sezon!
Będą tacy, dla których nieskomplikowane kroje i ograniczona, subtelna paleta barw, będą nudne. Ale ja, jako stuprocentowa nudziara, pokochałam wiele szczegółów w tych ubraniach. Proste, obszerne płaszcze i kamizelki, wąskie spodnie... wpadły mi w oko już przy pierwszych sylwetkach. Zestaw w delikatne kwiaty mogłabym ubrać już teraz i żałuję, że był osamotniony. Wzorzyste tkaniny to ryzyko, które zdecydowanie zbyt rzadko zostaje przez projektantów podejmowane. A jeśli już o nich (tj o tkaninach) mowa, to nie we wszystkich sylwetkach przekonuje mnie ich dobór. Ale może to tylko za sprawą światła część z nich wyglądała nieco niechlujnie. Mam nadzieję, bo za bardzo polubiłam całość, by móc o tym myśleć inaczej!*
Styl Eweliny Klimczak? Spotkanie Jil Sander, Celine i Calvina Kleina. Projektantka zręcznie łączy sportowy charakter z kobiecym pierwiastkiem. Chociaż przyznaję, że pierwszy raz, widząc sylwetki na wybiegu, zdecydowanie stawiłam na spodnie. I... to chyba komplement. Komplementować można też dobór biżuterii (ALE rewelacja!) i muzyki - moja ignorancja wobec programów telewizyjnych sprawiła, że musiałam "googlować" Klaudię Szafrańską, ale myślę, że było warto. Tak, jak przyjść na pierwszy, niedzielny pokaz. Niech żałują ci, którzy go opuścili.
Wszystkie zdjęcia - Marek Makowski. Pełna relacja dostępna tutaj.
*Po głębszej obserwacji zauważyłam na kilku zdjęciach sterczące przy spódnicach nitki. Naprawdę mam nadzieję, że to tylko przypadek, bo te ubrania proszą się o wzorowe wykończenie!