17 grudnia 2014

Berenika Czarnota - Great Expectations FW 2014

Chociaż w tym roku zima wyjątkowo nas rozpieszcza, kiedy na termometrze po raz pierwszy pojawił się minus, a mroźne powietrze zaczęło kłuć w gardło, w sieci zawrzało. Nie przez zaskoczonych drogowców, nie przez świąteczne dekoracje, ani nawet przebrania mikołajów na początku listopada. Wszystko przez swetry i czapki. Zdjęcia duetu Kulesza-Pik obiegły internet z prędkością światła, ale całemu zamieszaniu winna była Berenika Czarnota.
Tym, którzy polską modą interesują się trochę bardziej, Bereniki przedstawiać nie trzeba. Od debiutu w 2008 minęło już trochę czasu, a jej kolekcje co sezon czasu wzbudzają entuzjazm. Chociaż projektantka eksperymentuje z różnorodnymi formami, a kolorowe, mocne wzory w połączeniu z biżuterią Tsumi (to była jedna z moich ulubionych kolaboracji!) naprawdę przyciągają wzrok, jej znakiem rozpoznawczym są dzianiny. Ale w "Great Expectations" oczekiwania (i nie tylko one - ale o tym zaraz) są duże. Królestwo grubych splotów należy do luźnych form, a ręcznie robione swetry miękko układają się na ciele. Szlachetne szarości i granaty walczą o uwagę z niebieskościami oraz (moim ulubionym!) różem. Eleganckie płaszcze i wzorzyste materiały dodają smaku całości. Zimowa kolekcja,  mimo że pełna dzianin, kojarzy się raczej z wyjazdem do Aspen niż domowym wylegiwaniem się na łóżku. Ale ani grube swetry, ani ponadczasowe ubrania nie wygrają z tym, co najbardziej przykuwa wzrok. Mówi się, że moda to głównie dodatki i... trudno odmówić, kiedy widzi się wielkie czapy Bereniki. Tym wykonanym z wełny merino czapkom po prostu nie można się oprzeć. Taki dodatek bez większego wysiłku mógłby rywalizować z gadżetami od Fendi i Louis Vuitton. Nagle atak zimy stał się wyjątkowo kuszący.




Berenika Czarnota - www | fb | ig

Zdjęcia - Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik, makijaż - Kokarda Makeup, modelka - Olga/Mango

14 grudnia 2014

Melancholia

Lubię, gdy marki zaskakują. Koncepcją, realizacją, wykonaniem. Na nowości coraz trudniej trafić szczególnie wśród akcesoriów. Torby, biżuteria, buty - mam już swoich "pewniaków" i naprawdę rzadko nadarza się okazja, by napisać o nowym projekcie. Ale o Melancholii po prostu nie można zapomnieć.
Trochę niepokojąca, surowa, powiedziałabym nawet - trudna. Nie każda marka odwołuje się do filozofii, nie każdemu też taka "moda myśląca" będzie odpowiadać. Nie da się ukryć, że te pozornie proste formy są jednak czymś nowym i zostają w pamięci. Duże, złote pierścionki, ciężkie naszyjniki, grube wisiory. Surowe, geometryczne kształty i wykorzystane materiały (na przykład przypominający marmur howlit) wpisują się w biżuteryjne tendencje. Ale Melancholia nie kończy na byciu "ładną" (czy raczej - intrygującą). Sygnet z napisem niesie panteistyczne przesłanie ("wszystko jest jednym"), to, co początkowo wzięłam za niewinne kółeczko, to uroboros - odradzający się wąż, symbol nieskończoności. Na tych, którzy lubią w modzie coś więcej niż ładny wygląd, symbolika zrobi spore wrażenie. Dla reszty - to ciekawe, estetyczne doznanie. Dawno nie widziałam projektu tak dopracowanego i przemyślanego. I właśnie to, że jest w nim tak dużo myślenia, podoba mi się najbardziej.



Melancholia - www | fb

Zdjęcie lookbookowe - Adrian Lach, światło - Paweł Derkacz, stylizacja - Paweł Kędzierski, modelka - Alicja Frączek, wizaż - Dominika Hamziuk, fryzjer - Dariusz Wójcik; zdjęcia produktów - Barbara Kubska

1 grudnia 2014

A 158 - FW 2014

Są wpisy, które powstają dużo później niż powinny. Bo pierwszy raz chciałam napisać coś o łagodnych błękitach i dziewczęcych plisach jeszcze na początku tego roku. Nie mogę powiedzieć, że zupełnie wyleciały mi z głowy, bo raz po raz na nie wpadałam, ale ciągle nie było na to czasu. Gdybym tylko wiedziała, że A 158 to marka z Poznania, napisałabym o niej na wiosnę. Ale piszę dopiero dziś - i chyba nic straconego, bo najnowszą, jesienno-zimową kolekcję "Papercut" mogłam obejrzeć osobiście.
Z wieszaka spogląda na mnie rząd ubrań w różnych odcieniach granatu, którego linię przerywają raz na jakiś czas kolory butelki wina: szlachetne bordo, głęboka zieleń. Wydaje się, że prócz tej trójki, barw jest znacznie więcej. Główną rolę grają faktury - miękki splot swetra, cienka wełna, dziewczęce plisy. To właśnie charakterystyczne, plisowane wstawki stały się znakiem rozpoznawczym A 158. Agnieszka - projektantka, całe 158 cm wzrostu (sekret nazwy wyjaśniony!), przyznaje się do swojej pliso-obsesji. A jednocześnie ze skromnością opowiada o tym, jak dobiera do kolekcji materiały i szuka zastosowania dla tkanin z recyklingu. Chociaż częściej opowiada o estetyce i emocjach, kiedy przechodzi do opisywania wykrojów nie mam wątpliwości, że tworzy markę, będącą (niestety) nadal w mniejszości. Z szacunkiem do rzemiosła, ale i niezbędnym dystansem do tradycji. Przeszłość wraca nie w formach, a we... fragmentach. Raz stara plisówka zamienia się w spódniczkę, w innym projekcie staje się ozdobą sukienki. W nowej kolekcji recyklingu jest trochę mniej, więcej jest za to elegancji. Odświętny granat i grzeczna plisa kojarzą się trochę z amerykańskim stylem "preppy" w stylu J.Crew, z drugiej strony jest tu również trochę skandynawskiej surowości pokroju Acne czy COS. Takie spotkanie tworzy współczesny, dorosły mundurek. Bo A 158, chociaż zaczynało od potrzeb niewysokich kobiet, teraz zaspokaja pragnienia trochę bardziej "dojrzałe". Formany styl nie jest dosłowny - ołówkowe spódnice zastąpiły wspomniane plisówki, a sukienka w kolorze "navy blue" spisze się nie tylko w towarzystwie biurka, komputera i stosu raportów. W słownictwie zagranicznych marek, estetyka A 158 pewnie zostałaby określona jako "office line". W polskiej modzie - to na szczęście bez zbędnego szufladkowania, po prostu dobra kolekcja.
A158 - www | fb | instagram

Zdjęcia - Olga Ozierańska